22 maja 2018
  • 22 maja 2018
22 kwietnia 2018

Recenzja użytkowa Huawei P20 Pro. Cała prawda o królu z Chin

Facebook Profile photo Przez 0 3776 Views

Na początku zaznaczę, że warto przebrnąć przez kilka początkowych zdań aby lepiej zrozumieć ideę tego artykułu 🙂

Zapewne wielu z Was, naszych czytelników, słyszało już o Huawei P20 Pro, i to nie tylko dlatego, że plakatami z tym modelem w rękach Roberta Lewandowskiego obklejone jest pół miasta (przynajmniej w Warszawie). Specjalnie dla Was przygotowaliśmy jakiś czas temu unboxing, czyli film z pierwszego rozpakowania telefonu. Kiedy w sieci pojawiały się pierwsze przecieki mówiące o tym, że nadchodzący flagowiec od Huawei będzie miał z tyłu trzy aparaty, na mojej twarzy malował się drwiący uśmiech. W dniu premiery P20 i P20 Pro nawet nie chciało mi się pisać na naszej stronie o chińskich nowościach, co dopiero myśleć o kupnie któregoś modelu. Po zobaczeniu pierwszych zdjęć z dziwnego zestawu kamer w P20 Pro, zamówiłem go w przedsprzedaży gdy tylko pojawiła się taka możliwość… Biję się więc w pierś, bo oceniłem ten sprzęt po utartych schematach i chyba już nieaktualnej etykietce chińskich smartfonów utożsamianych z taką sobie jakością. Ale zaraz, zaraz, przecież aparat to nie wszystko, co z resztą?

Założę się o piwo (może być Lech Free 😉 ), że lwia część czytelników SmartfonAreny oglądała już recenzje tego modelu na YouTube lub czytała testy na portalach podobnych do naszego. Nie chcę i nie będę się powtarzał dlatego wymyśliłem zupełnie nowy rodzaj recenzji – recenzję użytkową. Jej celem nie jest szczegółowe opisywanie każdej jednej cechy urządzenia, przedzieranie się przez najgłębiej schowane funkcje czy zestawienie urządzenia z jego konkurencją i poprzednikami. Celem recenzji użytkowej jest pokazanie tego, co jest mocną a co słabą stroną urządzenia w kontekście jego codziennego użytkowania. Nie wiem jak Ty, ale gdy ja widzę test telefonu długi na kilka stron to odruchowo przeklikuję na jego koniec, by od razu przeczytać wymienione w formie listy plusy i minusy, jakie recenzująca osoba znalazła w testowanym urządzeniu. Tu nie musisz tego robić. Forma recenzji użytkowej podzielona jest na trzy elementy, niczym wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Wstęp (I.) to plusy, minusy i tzw. 50 na 50 (neutralne cechy urządzenia) wymienione w formie listy, rozwinięcie (II.) to każdy z wcześniejszych punktów opisany i uargumentowany, a zakończenie (III.) to konkluzja i finalne podsumowanie urządzenia.
W takiej też formie będą od teraz pojawiały się nasze testy urządzeń. No to zapraszamy do czytania!


I. Plusy, minusy i cechy neutralne w Huawei P20 Pro
PLUSY:
– aparaty tylne i ich możliwości to niesamowite combo, które zrewolucjonizuje mobilną fotografię,
– jakość nagrań w FHD 30fps,
– czytnik linii papilarnych umieszczony z przodu z możliwością aktywacji gestów, dezaktywujących przyciski ekranowe,
– w końcu w Huawei dźwięk zewnętrzny stereo, całkiem przyzwoity,
– w końcu w Huawei odporność na zalanie (IP67)
– nienaganna szybkość działania,
– mocna bateria i długi czas pracy urządzenia,
– szybkie ładowanie bez negatywnego wpływu na baterię,
– 128GB szybkiej pamięci,
– dual sim,
– świetnie działający port podczerwieni.

MINUSY:
– aparat przedni i jego jasne, wygładzone zdjęcia,
– dudniący i szumiący dźwięk na słuchawkach o niskiej głosności maksymalnej,
– brak stabilizacji obrazu w nagraniach FHD 60fps i 4K,
– brak jacka 3,5mm,
– brak wejścia na microSD,
– brak ładowania bezprzewodowego,
– interface Huawei i bloatware.

50 na 50:
– ekran OLED, notch, PenTile i reakcja na dotyk (przez folię?),
– folia na ekranie i super, że jest – palcująca i rysująca się ,
– w zestawie jest etui choć nie do końca chroni wystający aparat,
– jakość wykonania i wyważenie urządzenia,
– Informacje zawsze wyświetlane to biedna wersja Always On Display,
– błyskawiczne szybkie rozpoznawanie twarzy, które łatwo oszukać,
– Super Slow Motion.


II. Rozwinięcie powyższych
PLUSY:

1. Aparaty tylne
(UWAGA – galerie zdjęć na końcu akapitu, najpierw trochę teorii 😉 )
Aparaty tylne/główne są tą cechą urządzenia, która wyróżnia go na rynku spośród całej konkurencji, na czele z Apple czy Samsungiem. Zastosowanie trzech obiektywów z optyką Leica o różnych funkcjach i różnych rozdzielczościach robionych zdjęć w konsekwencji zwraca nam zdjęcia o rozdzielczości 10 MP charakteryzujące się niespotykaną wcześniej (przynajmniej w niektórych przypadkach) jakością.
Ale po kolei: w skład trzysoczewkowego zestawu wchodzi aparat o rozdzielczości 40 MP (f/1.8, 27mm, 1/1.7″, OIS) robiący zdjęcia kolorowe, drugi o rozdzielczości 20 MP (f/1.6, 27mm) robiący zdjęcia czarno białe i trzeci o rozdzielczości 8 MP (f/2.4, 80mm) pełniący rolę teleobiektywu. Cała magia polega na tzw. nadpróbkowaniu (pixel oversampling), czyli łączeniu wielu sąsiadujących pikseli w jeden “superpiksel”. Wygląda to mniej-więcej tak, że w tym samym momencie zdjęcie robione jest dwoma, lub trzeba aparatami (8MP tylko wtedy, gdy korzystamy z zoomu). Zdjęcie o rozdzielczości 40 MP jest skalowane do 20 MP by odpowiednio zebrać materiał kolorystyczny, na niego nakładane jest zdjęcie czarno białe 20 MP, by obraz wyostrzyć i nadać odpowiedni kontrast, zaś dalej taki materiał skalowany jest do 10 MP by osiągnąć docelowy efekt zdjęcia o odpowiednim nasyceniu kolorów, ostrości, kontraście i z minimalną liczbą szumów. Jeśli chcemy skorzystać z 3-krotnego bezstratnego zoomu, w całej zabawie bierze jeszcze udział soczewka 8 MP służąca za swoistego rodzaju lunetę, zaś korzystając z zoomu hybrydowego 5-krotnego do ferajny dołącza dedykowany procesor odpowiedzialny za sztuczną inteligencję (AI) który stara się w optymalny sposób połączyć możliwości zoomu optycznego z cyfrowym. Moduł AI podpowiada także scenerię przy robieniu zdjęcia, aktywując profil ustawień parametrów aparatu, który de facto można wyłączyć, jeżeli taka podpowiedź nie wyda nam się adekwatna do sytuacji. Należy jeszcze dodać, że możemy także wykonywać zdjęcia wykorzystujące po jednym aparacie, a wiec kolorowe 40 MP i monochromatyczne 20 MP.

Miało być krótko, wyszło jak zawsze 😉 Ale faktycznie zdjęcia, jakie wychodzą z takiego combo wyglądają świetnie, a przybliżanie 3- oraz 5-krotne z minimalnym wpływem na jakość zdjęcia są na rynku niemal niedostępne. Nie jest to jednak koniec popisów możliwości fotograficznych P20 Pro, bo poza standardowym trybem do zdjęć z podpowiedziami AI i zoomowaniem i trybem Pro, w którym możemy zmieniać manualnie każdy jeden parametr ustawień, P20 Pro oferuje także tryby Portretowy, Nocny i Przysłona i należy im poświęcić kilka słów.
– Tryb Portretowy rozpoznaje osoby na zdjęciu, pozwala w idealny sposób rozmazywać obiekty za konturą postaci, pozwala też na wygładzanie jej twarzy czy zmieniać tło w odpowiedni sposób, np. je “wyłączając” tworząc czarny background. To akurat funkcja żywcem skopiowana z iPhone X i jego funkcji związanych z kamerą TrueDepth, choć robi dobrze swoją robotę. W tym trybie możemy aktywować zoom maksymalnie x3.
– Tryb Nocny pozwala na zrobienie zdjęcia z 4- lub 21-sekundowym czasem naświetlania (o tym decyduje AI) bez użycia statywu by uzyskać powalający efekt. Dla mnie to killer feature tego urządzenia podobnie, jak zoomowanie. Kilka zdjęć znajdziecie poniżej. Co warto zaznaczyć, po wyjęciu telefonu z pudełka funkcja ta znajduje się w pozycji “Więcej” ale po zaktualizowaniu urządzenia (dostępny jest już pierwszy update) funkcja ta jest dostępna od razu na wierzchu. Przyznać trzeba, że optyczna i cyfrowa stabilizacja obrazu poci się tutaj okropnie ale efekt, jaki można uzyskać telefonem (!) powoduje opadnięcie kopary do ziemi. Niestety w trybie tym nie działa zoom optyczny a przybliżanie sprawia, że bez statywu już się nie obejdzie.
– Tryb Przysłona, działa mniej-więcej tak, jak w Samsungach S8+, Note 8 czy S9+. Możliwe jest więc zmienianie pola i natężenia ostrości po zrobieniu zdjęcia. Świetna funkcja i doskonale robi swoją robotę.

Poniżej galerie zdjęć:
Automat, zoom beztratny x3, zoom bezstratny x5

Tryb nocny, naświetlanie 4 sekundowe

Tryb nocny, naświetlanie 21 sekund


Zdjęcia 40 MP

Pozostałe

2. Nagrania FHD 30 fps
Tu nie ma się co rozpisywać – w końcu wykorzystywana jest stabilizacja, przeciwnie do Mate 10 Pro. Wszystko wygląda tak, jak wyglądać powinno, choć to nie ostatni punkt na całej liście dotyczący nagrywania (niestety, ale o tym dalej).

3. Czytnik linii papilarnych
Rzadko się to zdarza w ostatnim czasie, ale Huawei zdecydował się na umieszczenie go z przodu. Dla mnie ta decyzja to strzał w dziesiątkę, bo nie jestem fanem czytników z tyłu urządzenia. Przyznać jednak trzeba, że jego położenie na wąskiej krawędzi pod długim ekranem wymaga przyzwyczajenia, ale nie zajmuje to wiele czasu. Domyślam się także czym taki zabieg jest spowodowany – ano tym, że w telefonach Apple (nie licząc iPhone X) czytnim również znajduje się z tyłu a przecież nie od dziś wiadomo, że Huawei bardzo mocno uderza w gusta użytkowników iPhone’ów, np. także tym, że upodobania swój interface do tego z iOS, udając, że nie wie o co chodzi.
Kolejną ważną cechą czytnika jest to, że możliwe jest aktywowanie gestów pozwalających na dezaktywację klawiszy ekranowych, dzięki czemu zyskujemy cały ekran pod powierzchnię roboczą. Jedno tapnięcie w skaner to cofnięcie, przytrzymanie palca na skanerze to powrót do głównego ekranu, zaś śmignięcie palcem w prawo lub lewo (w poziomie) aktywuje listę otwartych aplikacji. Sprytnie i całkiem praktycznie, choć wolałbym, by skaner działał jak przycisk home a po jego prawej i lewej stronie znalazły się osobne, podświetlane klawisze powrotu i menu aplikacji. Trzeba jednak przyznać, że sam czytnik działa bardzo szybko i myli się niezwykle rzadko.

4. Dźwięk zewnętrzny stereo
W P20 Pro w końcu doczekaliśmy się głośników stereo. Rozwiązanie działa to w sposób podobny do konkurencji (dziwne, nie?), tzn. na dole urządzenia pod lewą maskownicą znajduje się głośnik odpowiedzialny za dźwięki niskie, zaś głośnik wykorzystywany również do rozmów, ten nad ekranem, odpowiada za dźwięki wyższe. I nie, pod tą drugą maskownicą nie ma głośnika a jedynie mikrofon. Jakość dźwięku stereo w tym modelu jest po prostu przyzwoita. Nie jest to wyczuwalny bass i głębia jak w iPhone’ach 7, 8 czy X, nie rozkręcimy też tym telefonem domówki, ale do oglądania filmów jak znalazł. Jest na pewno zdecydowanie lepiej, niż mono u konkurencji, i generalnie porównywalnie do S9+ (chyba jednak na korzyść tego drugiego).

5. Odporność na zachlapania IP67
W P20 Pro pojawiła się wreszcie norma odporności, i choć tylko na kurz i zachlapanie, to dobrze, że jest. Jeżeli biegasz z telefonem to nie musisz się martwić, że deszcze lub pot mu zaszkodzą. Dla porównania, słabszy model P20 nie posiada tej cechy . Przyczepię się, a co – życzylibyśmy sobie IP68 w topowym modelu za 3499 zł.

6. Szybkość działania
Wiele osób zarzuca Huawei, że zastosowali procesor Kirin 970 znany z zeszłorocznego Mate 10 Pro. I generalnie mają rację jeśli zależy im na cyferkach w benchmarkach. Na co dzień jednak telefon działa błyskawicznie, szybko reaguje na komendy, błyskawicznie startuje z aplikacjami, których nie ma w pamięci RAM (a tej jest aż 6 GB) i bez żadnych opóźnień ładuje te uśpione. Porównując ten model z wcześniej testowanym Galaxy Note 8 muszę szczerze przyznać, że w kontekście szybkości działania, a więc i codziennego komfortu z użytkowania, Chińczycy wyprzedzili Koreańczyków.

P20 Pro Note 8

7. Bateria
Bateria o pojemności 4000 mAh to w tym urządzeniu obok aparatu coś, coś sprawia, że chyba szybko z tego urządzenia nie zrezygnuję. Przy dwóch kartach SIM różnych sieci, aktywnym LTE bez korzystania z WiFi, telefon wyciąga od 5 do 6,5h SOT (Screen-on-time), czyli przez tyle godzin faktycznie telefon pracuje z włączonym ekranem. Skąd takie wahanie? Ta mniejsza wartość osiągana jest przeze mnie wtedy, gdy jestem w delegacji, tj. przy 3-4 godzinnej podroży pociągiem obie sieci wciąż przełączają się między nadajnikami, w międzyczasie gra ciągle muzyka, obejrzę coś na YouTube. Przy spokojniejszym dniu w biurze, tj. wciąż sporo internetu, maili, telefonów, wskaźnik ten rośnie ale generalnie idzie na maksymalnie 6,5h SOT, do 7h maksymalnie. Gdybym tylko był przyzwyczajony do korzystania z mniej energożernego WiFi, miał jedną kartę, odłączał się od sieci gdy tego nie potrzebuję i nie korzystał z prądożernych aplikacji typu Facebook czy Instagram, SOT zapewne pozwoliłby na 2-3 dni użytkowania telefonu. Mi natomiast pozostaje ładować telefon przez noc ale naprawdę ciężko jest mi go rozładować do 20%. Dla porównania, na testowanym wcześniej Galaxy Note 8 przy tym samym użytkowaniu (to był również dual sim) osiągałem między 2:40 a 3:15h SOT. W tym aspekcie różnica jest więc kolosalna na korzyść Huawei P20 Pro. Z baterii można być zadowolonym.

8. Szybkie ładowanie
Nie jest tajemnicą, że szybkie ładowanie spopularyzowane przez rozwiązania stosowane w procesorach Qualcomm Snapdragon i samsungowych Exynosach wpływa negatywnie na samą baterię. Tym bardziej, że obecne smartfony są nierozbieralne, zatem uszkodzona bateria wymaga drogiej serwisowej operacji wymiany ogniwa na nowe. Ja należę do tych osób, którym szybkie ładowanie jest potrzebne sporadycznie, bo zazwyczaj podłączam telefon na noc. Widząc tryb szybkiego ładowania od razu chciałem go wyłączyć ale… tutaj nie da się tego zrobić. Bardzo mi się to nie spodobało. Dotarłem jednak do informacji, że dedykowana ładowarka do szybkiego ładowania od Huawei, przy wsparciu ich autorskiego procesora Kirin, pozwala na szybkie ładowanie bez negatywnego wpływu na samo ogniwo. I jestem w stanie w to uwierzyć, bo Sony również obeszło ten problem choć nie swoim autorskim procesorem a systemem Qnovo i dedykowanymi ładowarkami. Cóż, po dłuższym czasie użytkowania okaże się, ile w tym prawdy, tak czy inaczej telefon szybko naładujemy do pełna tylko oryginalną ładowarką (na USB-C) w niecałe 1,5h. Stosując ładowarkę innego producenta, ładowanie potrwa najpewniej dwukrotnie dłużej.

9. 128GB pamięci wbudowanej
Swojego czasu, przez niemal 2 lata korzystałem z iPhone 6S z dyskiem 128 GB. Udało mi się zapewnić ledwo połowę tej pamięci z liczbą 8000 zdjęć, filmów gier i aplikacji. Może ja nie jestem heavy userem ale wydaje mi się, że taki dysk wystarczy 90% z nas. Wspomnimy jednak dalej o tym, że brakuje tutaj możliwości rozszerzenia pamięci kartą microSD. Mimo wszystko, ma ona swoje praktyczne zastosowania. Tak czy inaczej, szybka pamięć 128GB to na pewno plus Huawei P20 Pro.
ps. pamięci dostępnej dla użytkownika jest 111GB, pozostała pamięć zajęta jest przez system.

10. Dual-sim
Wspomniałem wcześniej, że korzystam z dwóch kart sim różnych sieci (prywatna i służbowa). Oprogramowanie telefonu pozwala na używanie ich w tym samym czasie z aktywnym LTE, intuicyjny jest wybór karty przy nawiązywaniu połączenia czy wysyłaniu SMSa (choć gdy wprowadzimy jakiś znak, opcja zmiany karty zmienia się w przycisk wysyłki, ale system zapamiętuje z której SIM piszemy do danej osoby), możemy też ustawić przekierowanie jeśli nie chcemy oczekiwania na drugiej SIM. Jeśli zaś ustawimy na ekranie skrót do wykonania połączenia do danej osoby, telefon połączy nas przez kartę SIM ustawioną, jako domyślną dla połączeń. Domyślą kartę ustawiamy też dla połączeń Internetowych, niemniej zmiana ustawień z karty na kartę trwa jakieś 10 sekund (przeładowanie), więc całość rozwiązań dual-simowych uznaję za przemyślaną i niezwykle praktyczną.

11. Port podczerwieni
Nie, nie służy on do przesyłania obrazków czy dzwonków polifonicznych. Służy do sterowania urządzeniami na zasadzie pilota. Dedykowana aplikacja Inteligentny pilot pozwala w kilku krokach na skonfigurowanie obsługi telewizora czy klimatyzatora. To takie rozwiązanie, które było powszechne w smartfonach 2-3 lata temu i nie wiedzieć czemu teraz go ze świecą szukać. Brawa dla Huawei, że tutaj ta funkcja jest dostępna i działa znakomicie.

p20 pro infrared

MINUSY:
1. Aparat przedni
O ile nad aparatem głównym (czyli zestawem trzech aparatów) możemy rozczulać się przy robieniu każdego zdjęcia, o tyle aparat frontowy to dwa kroki za konkurencją i mocny niesmak. I jest to raczej problem z oprogramowaniem telefonu i doborem parametrów, niż z aparatem jako takim. Problemy są generalnie dwa: ostrość i jasność. Jak na aparat o matrycy 24 MP (f/2.0) ostrość powinna być znakomita, jednak widoczne jest bardzo mocne rozrzedzenie krawędzi wynikające ze zbyt agresywnego trybu upiększania twarzy. Kiedy z 10 poziomów “Moc makijażu” ustawimy na 0 twarz nadal jest wygładzona jak pupa niemowlęcia. Przy okazji zdjęcia są strasznie jasne ale to również wina oprogramowania, bo gdy robiąc selfie nakierujemy soczewkę na słońce, kolorystyka przyciemni kadr, a szybko kierując soczewkę na twarz można pstryknąć nie takie jasne zdjęcie (aparat nie zdąży rozjaśnić kadru, przykład niżej). Tylko że przecież nie o takie figle chodzić powinno… Po pierwszej aktualizacji zauważyłem, że aparat przedni robi mniej zmiękczone zdjęcia niż wcześniej (wciąż mówimy o poziomie makijażu równemu 0), choć blur wciąż jest widoczny. Nic jednak nie zmieniło się jeśli chodzi o ich jasność. Selfie trzeba więc brać na warsztat, dodawać cienie i zmniejszać jasność. Na końcu efekt jest ok, ale przy całej magii aparatów głównych, przedni to mało śmieszny żart. Jest słabo i mam nadzieję, że Huawei to poprawi.

Na początek typowe, zbyt jasne zdjęcia

Dla odmiany zdjęcie o którym wspomniałem, przy szybkiej zmianie kadru z jasnego. Jak widać, może być ciemniej, choć cierpi na tym szczegółowość

Teraz chyba najlepsze jakościowo selfie, jakie udało mi się uchwycić P20 Pro bez uprzedniej edycji zdjęcia

I na koniec z gościem specjalnym 🙂
Zapraszam Was na kanał Kuby Klawitera i przy okazji gorąco go pozdrawiam!

2. Dźwięk na słuchawkach
Zacznę od tego, że nie korzystam ze słuchawek z zestawu, bo mam swoje dedykowane Monster Diesel Vektr In-Ear, które z każdym telefonem (w tym z iPhone X, w którym również korzystamy z przejściówki) współpracowały idealnie. Tu idealnie nie jest. Nie to, ze dźwięk jest beznadziejny jak z radyjka kupionego kiedyś na Stadionie Dziesięciolecia, ale gra jakoś tak inaczej i niestety, ale nie kogę słuchać muzyki przez 10 minut bez powrotu do equalizera i majtania ustawieniami. Na warsztat wziąłem PowerAMP, w EQ zrobiłem chyba z 15 setupów, sprawdzałem dźwięk z włączonym i wyłączonym trybem Dolby Atmos i z jego ustawieniami (dostępne są z poziomu natywnego odtwarzacza). No i w końcu poddałem się… Ciągle coś dudni w tyle, nawet gdy wszystkie suwaki sprowadzę do podziemi. W dodatku coś na wyżynach szumi na tyle, że aż uszy są zmęczone po kilkunastu minutach. Żeby tego było mało, na natywnym odtwarzaczu głośność maksymalna jest krótko mówiąc niezadowalająca. Lekarstwem na to jest podbicie jej w innym odtwarzaczu, jak np. w rzeczonym PowerAMP, no ale nie każdy musi mieć ochotę na tego typu zabawy. Żeby było śmiesznie, po podpięciu moich słuchawek pod Samsunga A5 2016 mojej drugiej (lepszej) połówki, dźwięk łagodzi skrzywienia z P20 Pro, a przecież A5 2016 jest to już dość leciwy średniopółkowiec. Dodam jeszcze, że nie słuchałem muzyki przez Bluetooth (tu w wersji 4.2) ale z forumowych relacji wynika, że jakość jest ok, ale większy problem jest z głośnością maksymalną. Cóż, ja jestem na etapie przyzwyczajania się do tego dudnienia i ciągłego powracania do EQ. Jedno jest pewne – to na pewno nie jest sprzęt dla kogoś, kto kocha słuchać muzykę i choć trochę zwraca uwagę na jej jakość.

3. Nagrywanie z 4K i FHD 60fps
O ile w plusach przeczytaliście o świetnej jakości nagrywania w FHD 30fps, o tyle jeśli namiętnie nagrywacie filmy w podanych wyżej parametrach to mocno się zawiedziecie. Stabilizacja obrazu nie działa w ogóle i co tu dużo mówić, poniżej przykład dla FHD 60fps. Być może jest to do poprawienia aktualizacją – tak podpowiada rozum, jeśli telefon radzi sobie świetnie przy 30fps. Na tę chwilę jest słabo.

4. Brak Jacka 3,5mm
Głupi trend, choć trzeba zaznaczyć, że w zestawie znajduje się przejściówka z USB-C na Jack 3,5mm. Ma to na pewno więcej sensu przy tak mocnej baterii, niemniej wciąż jest dla mnie głupim trendem.

5. Brak slotu na karty microSD
128GB to owszem, dużo, ale karta ma swoje zastosowanie praktyczne, można dzięki niej przerzucać czy przegrywać pliki. Tu slotu brak a szkoda, dla wielu osób ma to znaczenie.

6. Brak ładowania bezprzewodowego
Choć sam nie korzystam z tego rozwiązania to zastanawiam się, czy Huawei jeszcze technologicznie nie dojrzał do implementacji takiego modułu? Wszak tył urządzenia jest ze szkła. Gdybym miał w samochodzie ładowarkę bezprzewodową ukrytą w uchwycie telefonu to… no właśnie, chyba przy zmianie telefonu wybrałbym coś innego?

7. UI i bloatware
Interfejs Huawei bardzo mocno balansuje na granicy między konkurencją z Korei i z USA. Wizualnie jednak bardzo mocno nawiązuje do Apple, część ikon jest niemal identyczna.

ź: phonearena

Dla mnie na tak dużym ekranie marnotrawstwem jest stosowanie wielkich ikon, których na najgęstszym ustawieniu siatki wciąż są wielkie, więc na co dzień pracuję na Nova Launcher. Doceniam rożne gesty i skróty zaimplementowane przez Huawei (te już raczej naśladują Samsungi) ale sam wygląd nakładki mnie odstrasza. Dobrze, że w ustawieniach baterii można zmienić tło menu na ciemne, przy okazji mniej energochłonne dla OLEDowego ekranu.

Szkoda natomiast, że części aplikacji od Huawei ani nie można wyłączyć ani odinstalować. Nawet w Samsungach można to zrobić. Generalnie żyć z tym wszystkim się da ale serdecznie rekomenduję chociaż zmianę launchera. Jeszcze jedna kwestia – część opcji jest w sposób nielogiczny powrzucane w ustawienia, jak np. wspomniane w 50 na 50 Informacje zawsze wyświetlane, które znajdziemy w ścieżce Ustawienia > Bezpieczeństwo i prywatność > Blokada ekranu i hasła. Ja intuicyjnie szukałem tego w ustawieniach ekranu.


50 na 50
1. Ekran
Sporo hejtu spadło na Huawei za zastosowanie tzw. notcha, czyli wycięcia w ekranie, w którym znajduje się aparat i głośnik oraz dioda powiadomień. Dla mnie jest to zupełnie neutralne, a nawet w pewnym sensie okej, bo po prawej i lewej stronie od wycięcia znajdują się informacje dostępne normalnie na pasku powiadomień a samo wcięcie jest nieporównywalnie węższe niż to w iPhone X. Notcha można ukryć, tzn. ekran wygasi się po obu stronach pozostawiając ikony, co w ekranach OLED ma sens, bo czarny to po prostu czarny. Tak czy inaczej, na notcha nie zwraca się uwagi. Jeszcze przed zakupem byłem pewny, że go w ustawieniach wyłączę ale szybko włączyłem i jestem zadowolony.


Co do samej matrycy, tu również jestem 50 na 50. Z jednej strony cieszę się, że to OLED, prawdziwa głęboka czerń i nieskończony kontrast. Z drugiej strony, po przesiadce z Note 8 po prostu widzę PenTile (w przeciwieństwie do macierzy RGB, których piksele składają się z trzech subpikseli – czerwonego, niebieskiego i zielonego – PenTile charakteryzuje się obecnością dwóch rodzajów pikseli). Choć na Note 8 korzystałem z rozdzielczości FHD+, to jednak fizycznie matryca miała rozdzielczość 2K. Tu pikseli jest mniej i wprawne oko, szczególnie przesiadające się z SAMOLEDów na pewno to zobaczy. Ale osoby po LCD niekoniecznie 🙂

p20 pro pentile oled

Wspomniałbym jeszcze o reakcji na dotyk, która wydaje mi się często mało responsywna. Zdarza się, że muszę powtórzyć dotknięcie, szczególnie na krawędziach. Wyczytałem na forach, że to wina fabrycznej folii. Daj Bóg, póki co folia jeszcze na ekranie jest i o niej poniżej.

2. Folia na ekranie
Super, że jest i to od razu naklejona. Bardzo miły dodatek od producenta. Ale od razu uczulam, że to folia tylko na przetrzymanie do momentu zakupienia szkła lub folii lepszej jakości. Zbiera ona straszne smugi, skutecznie psując jakość wyświetlanego obrazu, mocno zmniejsza widoczność w mocnym świetle, w dodatku szybko się rysuje. Zastanawiam się też, czy takie rozwiązanie nie zniechęci Kowalskiego do telefonów tej firmy, bo jeśli typowy Kowalski przez 2 lata tej folii nie odklei to przez cały ten czas będzie średnio zadowolony z ekranu telefonu Huawei… Nie wiem też niestety, czy ekran ma na sobie powłokę oleofobową, której zabrakło w modelu P10. Tak czy inaczej, zamawiając P20 Pro zamawiajcie od razu zamiennik dla fabrycznej folii. Ja wciąż z niej korzystam bo czekam na pojawienie się szkła mojej ulubionej firmy, a to jeszcze potrwa, bo P20 Pro to wciąż nowość na rynku.

p20 pro dirty screen protector

3. Etui
Kolejnym miłym dodatkiem jest etui sylikonowe. W P10 Pro było to etui ze sztywnego tworzywa sztucznego, które w dodatku nie chroniło dolnej części urządzenia. Tu etui jest ok, niestety nie chroni wystającego z bryły urządzenia aparatu. Mogłoby być w tym miejscu grubsze o jakiś milimetr lub dwa a tak, to również akcesorium na przetrzymanie i do wymiany.

4. Jakość wykonania
Urządzenie wykonane jest z dwóch tafli szkła Gorilla Glass 5 przedzielonych metalowym korpusem. Telefon wygląda bardzo elegancko, jest lekki, tył pięknie odbija światło słoneczne, a duże wrażenie robi wersja kolorystyczna Twilight. Ogólnie rzecz biorąc niska waga, wystające aparaty, zaoblone krawędzie i samo to, jak telefon leży w dłoni może się podobać, ale nie musi. Ja niestety miałem wiele telefonów i widziałem urządzenia ładniejsze, lepiej wyważone, ciekawsze z wyglądu, sprawiające wrażenie bardziej solidnych. O gustach się nie dyskutuje, ale uroda P20 Pro to 50 na tak i 50 na nie, trzeba wziąć w dłoń i samemu ocenić.

Na zdjęciach poniżej ten sam egzemplarz w różnym świetle.

5. Informacje zawsze wyświetlane
Tak nazywa się funkcja wyświetlania godziny, daty i stanu naładowania baterii gdy ekran jest wygaszony. Można ustawić przedział czasowy w którym ta funkcja jest aktywna. I tyle. Nie wyświetlają się tutaj żadne powiadomienia, nie można z jej poziomu sterować muzyką, nie można w tle ustawić grafiki. To taka funkcja na siłę, nawiązująca do samsungowego AOD, choć myślę, że wielu osobom wystarczą te trzy główne informacje.

6.  Rozpoznawanie twarzy
Funkcje zabezpieczenia dostępu do urządzenia oparte o cechach biometrycznych właściciela zagościły w smartfonach na dobre. Wspomniałem wcześniej o czytniku linii papilarnych, teraz pora na rozpoznawanie twarzy. Jako były właściciel iPhone X mogę napisać, że w kwestii szybkości działania tego rozwiązania P20 Pro przy iPhone jest jak Ferrari. Często nawet nie widać ekranu blokady co sprawia mylne wrażenie, że nie mamy aktywnych żadnych zabezpieczeń. No własnie, jest to funkcja, której głównym zadaniem jest zabezpieczenie urządzenia przed niepowołanym dostępem, i tutaj to ferrari jest trochę takim autem z popsutymi zamkami. Otóż odblokowanie twarzy można łatwo oszukać wydrukowanym zdjęciem twarzy właściciela. O ile kamera TrueDepth w iPhone X faktycznie analizuje 30 tys. punktów tworzących obraz twarzy w 3D i stąd trwa to widoczną chwilę, o tyle kamera P20 Pro po prostu analizuje snapshot naszej twarzy. To musi odbić się na bezpieczeństwie. Ja z tej funkcji korzystam, bo czasami jest przydatna aczkolwiek w 95% przypadków odblokowuję telefon czytnikiem palca. Chyba lepszą rekomendacją jest omijanie odblokowania twarzą w tym modelu, aczkolwiek gubiąc telefon nikt nie ma zdjęcia właściciela. Współmałżonek też telefonu nie odblokuje gdy śpisz, bo oczy musisz mieć otwarte, no ale Twoje zdjęcie w dobrej jakości pewnie ma i może sobie je wydrukować, a wtedy zobaczy, że korzystasz z Tindera i masz prz…ekichane 😉

7. Super Slow Motion
Dobra wiadomość jest taka, że taka funkcja jest. Istnieje nagrywanie w 960 fps do 10 sekund bez dźwięku (po nagraniu możliwe jest wskazanie odkąd dokąd ma być zwolniony obraz) i 120 oraz 240 fps bez limitu z dźwiękiem. Zła wiadomość jest taka, że przeciwnie do konkurencji (mam tu na myśli S9 i XZ2) nie ma wsparcia dla wychwycenia ruchu i czasami chcąc nagrać np. kolegę robiącego salto, prób trzeba zrobić kilka by złapać właściwy moment. Poniżej testowe 960 fps:

PODSUMOWUJĄC
Huawei P20 Pro niezwykle ciekawe urządzenie, które udowodniło w tym roku, że Chińczycy nie chcą zatrzymać się na trzecim stopniu podium smartfonowych producentów. Pokazali również, że są mocni w pewnych kwestiach a te, w których nie są, potrafią z powodzeniem naśladować. Nie obeszło się jednak bez wpadek, jednak jeśli Huawei już potrafi przeskoczyć w pewnych, nomen omen kluczowych aspektach (jak aparat), Samsunga czy Apple to możemy śmiało powiedzieć, że wciąż odrabia lekcje i to w ekspresowym tempie. Poprzednia generacja telefonów z serii P to już dużo mniej zaawansowane urządzenia, co tylko pokazuje jak szybko uczy się ten chiński producent.

P20 Pro jest jednak urządzeniem dość nierównym i trzeba mieć tego świadomość przed zakupem. Są takie obszary, gdzie błyszczy jak nikt inny a są też takie, z którymi problemu nie ma nikt nawet w średniopółkowych modelach, a tutaj jednak coś jest nie tak, jak być powinno. Ja mam bardzo dużą nadzieję, ze strategiczne wady zostaną wykluczone kolejnymi aktualizacjami, w końcu P20 Pro to świeżynka na mobilnej arenie.

Czy warto polecić P20 Pro? Myślę, że za jakiś czas jak najbardziej, ale jeszcze nie teraz. W tej chwili dopiero wychodzą na jaw pewnie niedoskonałości wieku dziecięcego, tak jak w artykule, który właśnie czytasz. Warto chwilę się wstrzymać, poczekać na aktualizacje i jednoczesny spadek cen a za jakiś czas możesz nabyć niesamowite urządzenie warte swojej ceny. No chyba, że już koniecznie dziś chcesz mieć urządzenie z najlepszymi możliwościami foto i z mocną baterią, mimo jego kilku wad – w takim razie nie trać czasu!

Następny wpis

Dni bez handlu – aplikacja

23 kwietnia 2018 0